piątek, 13 marca 2009
świstek
Ostatnio jeden chciał zaświstkować nasz związek.Nie wiem o co mu chodziło na Boga, gdyż było to umiarkowane spotykanie , którego motywem przewodnim była wielokrotna kopulacja.Przejął się nadto, że oponka radośnie nam pękła i wobec tego trzeba kupić kołyskę, smoczka i trójkołowiec, a także najlepiej osiedlić się blisko piaskownicy.Może jeszcze bujany konik???Nie będzie żadnego westernu ani kina akcji.Na samą myśl różowego czy jasnego niebieskiego robi mi się niedobrze.Cóż dziurawą oponkę poddaliśmy wulkanizacji oceniając rydzyko niebezpieczeństwa zalania rejonów mojej macicy.Ryzyko było jak zawsze czyli niewiadomo do końca jakie.Niby że małe, a później że wielkie jak kula ziemska.Niezwłocznie udałam się po farmaceutyki zapobiegające powstaniu życia niepoczętego.Przy tym dostałam ulotki zachęcające by w dobie kryzysu finansowego poprawić kryzys demograficzny.Nie każdej kobiecie dane jest jednak dojrzeć do zapłodnienia w mroczno-deszczowo marcowy dzień ani w żaden inny, mnie przynajmniej żaden kryzys do tego nie mobilizuje.Nadchodzącej wiosny nie chcę dziecinnej produkcji.Przykro mi niezmiernie z tego powodu.Przepraszam wszystkich widzących siłę naszego kraju w liczebności.Bo to takie nieładne mieć pieniądze a nie mieć dzieci (lub mieć męża i intercyzę).To jak obiad bez drugiego dania.Sukienka bez dekoltu.Wiosna bez nowego faceta??? Eeee rekreacja(czy to słowo ma coś wspólnego z erekcją?) wiosenna chociaż się należy.Wczasy na Majorce olewam.
środa, 05 listopada 2008
Niezawodna szybkość działania...
Zacznę od tego, że po wielu orgazmach w tym miesiącu na uwagę zasługuje jeden(Nie z tego względu, że jest to ten jednyny, bo jest jak najbardziej jednym z wielu).Jego przyczyną był Gary.(Nazwałam go tak gdyż przyznał się w błogostanie iż jest absolwentem garów czyli fachowo rzecz ujmując jest poprostu i aż kucharzem.)Nie można jednak zidentyfikować go z Oldmanem(gdyż akcja nie dzieje się w samo południe), ale dla utrzymania filmowego klimatu mogę mu nadać nazwisko Hooker, co mi osobiście kojarzy się z dziwką.Każdy z jego kolegów mógł zostać tak nazwany gdyż tworzyli nierozerwalny ciąg degenerackich młodzieńczych twarzy lat >27.Takie młode Pawliki Morozowe.Twarze rozpromienione alkoholem mówiły telegraficznie:hej mała.dziś.noc.koc.Dla mnie była to droga na skróty, a przy tym krótka i przyjemna.Juz po krótkiej rozmowie każda idiotka pokapowałaby się , że sytuacja jest nieskomplikowana i łatwa.(Ja jestem rasową idiotką więc się kapnęłam-Wpajano mi to w szkole wiele razy, w końcu zaakceptowałam to, oswoiłam się z tym i żyje mi się z tym idiotyzmem całkiem nieźle.Nie da się niestety rozumu zastąpić wiedzą o tym jak należy myśleć).Gary Hooker nie był też wyposażony przesadnie w inteligencję co rokowało duże nadzieje na to, że wykazuje duże zdolności w innej dziedzinie.Usportowiony, figury atletycznej ze złotym łańcuszkiem na szyi przypominiał trochę Billy'ego Elliota ,z tą różnicą, że był spod Pruszcza Gdańskiego i nie umiał tańczyć.Nie wiem w jakim kierunku kto na tym świecie jedzie, dokąd zmierza, ale my wyraźnie jechaliśmy expressem do Łóżkowic, małej miejscowości mieszczącej się w mojej sypialni.Nie mogł być to intercity Heweliusz ani Błękitna Fala, gdyż nawet powyższe nie dowiozły by nas tak szybko, myśle, że mógł być to Pudong express lub ewentualnie Kimi Raikkonen w roli Furious Taxi Driver.Przejechaliśmy przez wszystkie stacje: Cycki Wielkie, Brzusiec Mały, Central Park aż do fabryki celulozy.To było jak pielgrzymka, tyle że było kilka miłych wrażeń,bez kwiatków i bez zaangażowania emocjonalnego z mojej strony.Niezaleznie od tego czy Gary był z tyłu czy z przodu, ja między stacjami oddawałam się kontemplacjom...i to nie były jakieś tam boże transcendencje tylko poranne nieuświadomione sny.Zanim dojdę do wątku mojego snu wspomnę, że Gary nazwał mnie swoją solniczką i pieprzniczką.Potem mówił jeszcze, że niedość, że mnie pieprzy to jeszcze mnie posoli na końcu.Ja się boję solenia jak święconej wody.Jak to wyraziła kiedyś pewna pani polityk: boję się o ochronę życia niepoczętego.Gary się nie bał niczego, a to źle bo trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.Acha, jeszcze krótko o śnie.Jakiś niepoznany facet owijał mnie w watę cukrową, a później kąsał w niektórych miejscach i mówił do swojego fabrykarza: wyrobiliśmy 120% normy.Ja jeszcze swojej normy nie wyrobiłam...
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
seks albo nuda, oto jest pytanie
Nuda? Oczywiście każdy zna to zjawisko.Kto go nie zna nie wie ile traci.Powszechna jest opinia, że wszystko bierze się z nudy lub też wszystko się z niej robi, nuda płodna jest.Mój niedawny kolega z nudów młóci jakąś posępną Pamelę i z nudów zdradza żonę.Mój niedawny kolega z nudy pokłócił się z kochanką.W końcu sprał jej tyłeczek, wymłócił, rżnął, deprecjonował jej zagłębia przez 10 dni i nocy za górami za lasami, żeby żona nie widziała.Wykończył ją epitetami po czym dodał:skarbie przepraszam Cię, żonę ma się tylko jedną (podobno matkę też), ale kochanek nawet sześć więc zawsze jest co jeść.Co nie podważa jednak prawdziwości epitetów przez niego użytych podczas kłótni... Z nudy ludzie ponoć chodzą do łóżka, nuda więc przytłacza człowieka bardzo,bo niby po co ryzykować zapłodnieniem? To by było nudniejsze niż in vitro.Aby się nie nudzić podczas seksu ludzie próbują pozycje,a własciwie zakwestionować miłe dla człowieka formy, dążą do depozycji...Zresztą nieważne szczelne pozycje, granice wyuzdania ale relacje i okolicznośći owej nudności.Nie chcę powiedzieć że ze mnie taka piczka-zasadniczka.Istotą seksu jest zmienność pozycji i ważniejsze : partnerów.Skoro nudzimy się podzas seksu, a nawet w jego trakcie, kiedy dosięga nas orgazm, a nas dopada nuda bo znowu nadchodzi to samo uczucie i nic poza tym się nie wydarzy... to znowu wieje nudą jak na biegunie arktycznym.Z nudów też wojny, jedynki w szkole, z nudów dziewczynki dają wylizać chłopcom, z nudów powstają komputery, ludzie, pilot do telewizora.Z nudów panie szyją stringi koronkowe, a nudne dziewczęta je przyodziewają bo myślą, że bedą ciekawsze tymczasem wpadają w kolejną mentalną nudę.Ludzie chodzą do kościoła bo cholernie nudzą się w domu.Z nudów ja zaglądam panom w majtki, z nadzieją ,że natrafię na jakiś ciekawy organoid u jakiego bikiniarza w bikini...
piątek, 01 sierpnia 2008
big ben???
Tak więc, stało się znowu jakiś kiciuś na moście, oczywiście zwodzonym...coż nie trzeba być w jukej żeby zdobyć Angola.Wyglądał jak Amerykanin, w słomkowym kapeluszu na rodeo,jawił się jako postać bliska byczkowi.Jam była jego czerwoną płachtą->miałam czerwoną bieliznę a na tym khaki sweterek żeby było neutralnie.imię?Cóż tam Billi czy jakiś Willi z willim a najlepiej Ben z dużym Bigiem w gaciach.Tak więc Big Bena nie zobaczyłam w majtkach.Dalej może sie wypychać na pierwszy plan na pocztówkach, filmach i zdjęciach.Jednak u Benów wcale nie występuje w swojej naturalnej formie.Jest zeskalizowany do rozmiarów przeciętniaków w kąpielówkach.Można więc tu mówić o zwykłym willim, pospolitym jak koniczyna na łące bez czterech listków, adekwatnym do tipsiar z wzorkami bez diamentów. Anyway,w porę całkiem angielską czyli deszczówkę, wykąpaliśmy się ze sobą poraz pierwszy.Znienacka.Pierwsze danie to lizanie i wąchanie angielskiego steku-długotrwałe z Madonną w tle-give it to me, give it...dont stop me.Kurtyna zapada,kukiełki się podnoszą,nóżkami i rączkami machają, kamerdynerzy serwują... Drugie danie płynne - coś na osłodę - prosto ze źródła,trzecie-przystawka...czasem kolejność podania bywa odwrotna, jak to u Angoli najchętniej na lewo wszystko... Należy jednak podsumować, że ów londyński corpus delicti nie smakował zachodnio a wręcz wyspiarsko-wyspiarze to inni ludzie prawda?Czułam się jakbym wcale nie krwisty stek skonsumowała, ale rozgotowany włoski makaron. Ciciolina z Modlina.
niedziela, 29 czerwca 2008
sprzątanko brudów
Ciao, zaczęło się lato i fajnie.najbardziej lecą na mnie komary.kąśliwa uwaga.romantycznie.ostro gryzą.Jak dobrze, że w końcu z mojego mieszkania wyprowadza się moja współlokatorka.Komarzyca.Ona z oczu, a z nią i brud z oczu.Wysoki poziom brudu zawdzieczam własnie jej.Przygarnęłam ją jak psa na początku roku szkolnego bo biedne dziewcze nie miało gdzie mieszkać żeby studia ważne kontynuuować.Niby Burek zapewniał, że czystość zachowuje, bynajmniej o seksualną mi nie chodziło, bo to akurat, że Burek ma ochote na kopulację mi nie przeszkadza,ale że nie panuje nad syfem zaczęło mnie frasować.Po protekcji jej zdolnej pieskiej rodziny ją wzięłam.Nasze współżycie jednakże było dość enigmatyczne.Dziewczę widocznie przestraszyło się wysokich oktaw z mojej sypialni i mało ze mną konwersowało.Burek zataił zupełnie jak Bolek, że ma chłopca.Tajniak jakis?Bała się go do domu przyprowadzać, wyczuła że echo niesie?Przecież to nie teatr.Dowiedziałam się przypadkiem, kiedy zauważyłam niechlujnie rozrzucone gumki na jej stoliczku tuż po Sylwestrze.Oświadczyłam na początku, że może robić co chce w swoim pokoju,nawet klub dla swingersów może otwierać.Psia jej mać mnie obchodzi co za jej drzwiami sie dzieje , a i jej to nie powinno ciekawić co za moimi wyprawiam.Wszak sprzątać musi jeśli nieporządek spowoduje.Burek jednak ograniczał się tylko do swojej budy.Odkurzaczem nigdy poza próg swojego pokoju nie wyjeżdżając.Tudzież mop również na wiór zasuszony mógł leżeć przez cały rok gdyby nie JA-święty mopiarz, kobieta-odkurzacz,cudowne dziecko=czyścioszek,antybrudaska, ale nie pedantka.Lubie chodzić boso i irytuje mnie jak mi się kłaki do stóp kleją jak superglut.Albo widze tygodniowe menu na kuchence.O kiblu nie wspominam, bo przecież Burek wielki naukowiec, muszli nie podniesie, za ciężka.Najlepiej się zesrać i wyszczać na czyste.A jak już znacznie jedzie moczem to wtedy czekać, czekać , czekać na moją litość-superkibel klinerki.A ja odpuszczam, bo myśle sobie:biedne dziewcze uczyć sie musi.Ufff dobrze, że już na walizkach siedzi.
środa, 04 czerwca 2008
Gdzie jest granica?
Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy są w ogóle jakieś granice w seksie(dobrego smaku).Wiadomo że każdy ma inną.Chyba zależy od barier psychicznych.Nie każdy lubi być ciosanym w tyłek,np. dla mnie to jest obojętne, nie daje mi to satysfakcji, ale nie przynosi też bólu.Jest później tylko problem z domknięciem się tyłka.Dla niektórych facetów to większa przyjemność bo wiadomo że tam jest bardziej wąsko nieco niż w szparce pospolitej.Intymna ciasnota podnieca.Niektórzy lubią też wylizywanie tyłka i okolic, nazywam to męską minetką.Miałam raz kiedyś takiego co uwielbiał swawole języzkiem w tych rejonach.Orgazmicznie to przeżywał, nic bardziej go nie nakręcało.Dla mnie to średnia rozkosz czasem-delektowanie się smakiem popołudniowej kupki.Badania per rectum jednak nie lubił.Co prawda rewanżował mi się dynamicznym wylizywaniem kuciapki, ale jak już pisałam nigdy mnie to nie podniecało.Nie wiem czemu taki wyraz rozkoszy jej nie pasuje.Chociaż to zależy bo co język to inny układ mechaniczny, napęd i wibracje.Są wyćwiczone, giętkie, zwinne i szybkie, albo dosyć ospałe i mozolnie obrabiające każdy element.Są także ciężkie z dużym naciskiem dotkankowym(niczym młoty pneumatyczne) i lekkie dryfujące gdzieś daleko, ledwie muskające.Długie (jaszczurcze) co docierają do każdej cieśliny i krótkie traktujące ją bardzo powierzchownie.Achhhh, oh , eh.
niedziela, 25 maja 2008
Płytki oral.
Generalnie umawiam się z młodszym niunkiem.Pierwsza kawa, żeby było grzecznie.Rozpoczynamy tak znajomość dyplomatycznie.Rozczarownie jednak po chwili nadchodzi.A nie lubię się rozczarowywać w rozmowie.Dlatego rzadko się umawiam na kawy, wolę iść ku łożu natychmiast.Z niektórymi lepiej ograniczyć kontakt werbalny.Wykroić łatwy stosuneczek i skończyć.Tak więc skończyłam, bo pchał się ku głębokiemu uczuciu, na co mnie nie stać.Z nim.No ale wkrótce się zrehabilitowałam.Randki nie było , przeszliśmy prosto i gładko w sferę intymną.Ostro było, ale oral mi się zacinał.Jak zwykle miewam w takich sytuacjach odruchy wymiotne.Coz na to radzic?Wymiotować? Jak zapobiec?ehhhhhh.
wtorek, 22 kwietnia 2008
od doktora do kaczora
A taki niby trochę polityczny tytuł, ale gówno nie będę się zapuszczać w polityczne rejony stawu z kaczkami.Jako żem znowu będę prawić o kolorze swojego włosia.Postanowiłam, że zadbam o wygląg mojej cipuszki bo myślę sobie tyle biedna przeszła, że należy jej się krawiec, fryzjer i stylista.Oczywiscie wszystkie te fachy posiadłam w mig zpecjalnie dla niej.Ufarbowałam ją na kaczo, tz. na żółto.No "kaczo" źle brzmi, bo niby że jak kaczo??? że źle, że paskudnie, że nietaktownie ją potratowałam,nierówno...a tymczasem to tylko żółty barwnik.Wyjaśniała na wiosnę. Aha czy ja już pisałam, że wciąż nie mogę się ocknąć? Jeżdżą mi te moje myśli aż na rondzie w okrężnicy gdzieś zawracają znowu do OUN.Nie znalazłam nikogo na jego miejsce, stąd moje zaszycie.Autarkia.Wiem, że ludzie na Ziemii mają inne gorsze problemy.Co chwila gdzieś ktoś kogoś gwałci, coś się zawali, gdzieś kogoś zaleje, zatrzęsie,powystrzelają się gdzieś jak muchy,gdzieś dobrzy mężowie biją przykładnie swoje żony,babcia i dziadek nie mają góry forsy na leki i papier toaletowy, i co z tego?nic... i tak najbardziej mnie martwi to, że on mi całkowicie przepadł.Zostawił mnie nieudrożnioną z papierosem w ustach zamiast......
środa, 16 kwietnia 2008
A se żółć pierdolnę.
Bęc i jestem blondi.Paris H. w lepszym wydaniu, a co mi tam muszę się jakoś dowartościować.Tak sobie patrze na te żółte jaja i na wiosnę, która nie nadchodzi prędko wcale...Może poprostu jest leniwa i jej się nie chce.Zima ostra zawodniczka się nie poddaje i dziś znowu spuściła nam wpierdol.Ale genealnie miałam się trzymać koloru żółtego, jako że od dziś sama mam kaczy łeb.Zamierzam tak potrwać do 2 tygodni gdyż później pojawi się coś takiego jak odrost naturalnego włosia co uczyni ze mnie kobietę mało strawną, z nizin, czy z bażin.Wysztko jedno Jożinie.Przyglądam się sobie nieco obscenicznie i myślę, że skoro jestem naturalną bruneciną to po ch... robię z siebie albinosa???Koleżanka mnie namówiła.Mówi:"zobaczysz , teraz zupełnie inny gatunek będzie na ciebie leciał."No okej, tylko jaki, bo jak narazie to lecą same najstarsze ewolucyjnie.Sama jest genetyczną brunetką i sięgnęła po amoniak rok temu.Teraz ma na łbie same siano.Zebrać w kępki i do obory.Dlatego ja po 2 tygodniach wracam do siebie.Przez te dwa zamierzam poeksperymentować, czyli udać się do mojego klubo-laboratorium.Zobaczymy jaka będzie chemia.Coś wybuchnie, ktoś puści jakąś fajną parę z gęby???chyba smrodu.
wtorek, 18 marca 2008
róże między nogami
Drogie panie goląc się uważajcie na swoje cipki,bo wrażliwość ich jest ograniczona.Moja koleżanka ostatnio dostała róży krocza co sprawiło że niosłam ją prawie na rękach do doktora jakby przeleciał ją jakiś przypadkowy pułk napalonych sowietów.Na szczęście moja ma się całkiem dobrze.Przypomina cichy nowojorski skwerek, delikatnie podszyty zielenią, parę krzaczków,ale żadnej palmy na środku, krótko przystrzyżona,zaokrąglona,odgraniczona swym jestestwem od podłoża ma po prostu swoje życie,czasem niezależne ode mnie.Mało się ostatnio dzieje.Życie nocne zamiera.Casting na męża się nie udaje.Poszukiwania trwają- idealnego partnera dla niej.Randki są, ale bez akcji typu łóżko-pościel-won mi stąd o poranku.Nastaje marazm i znudzenie płcią przeciwną.Myślenie zaczyna mnie boleć.Znowu palę co muszę ukrywać w szpitalu.Paru nowych stażystów:jeden półmózgi paker, drugi jakby osierocony,wszystko z rąk mu leci.Buraczy się często przy mnie.Może prawiczek,może po prostu wielka wstydliwa dupa.Trzeci całkiem sympatyczny, ale nażelowany łeb.Ładna barwa głosu.Głos mówi już całkiem wiele.Po głosie można poznać zaawansowanie procesów myślowych,inteligencji i robót łóżkowych.Idę spać.Jutro do roboty.Kto mi przyniesie obiad?
|
|